Luty 2016

PARADOKS CODZIENNOŚCI

Oskar jaka ja jestem zabiegana, to pojęcia nie masz. Haruje jak wół - Matylda była świeżo z odzysku, odeszła od męża, z którym spędziła ostatnie piętnaście lat. Piętnaście lat luksusów, wakacji na Hawajach, drogich aut, perfum i biżuterii. Na koniec eksmąż wystawił za wszystko rachunek - wiesz Oskar że rachunki z odroczonym terminem płatności mają cholernie wysokie odsetki - powiedziała gorzko. Została sama w rezydencji pod miastem. Z dwójką dzieci i trzema chartami afgańskimi. Nigdy nie pracowała. Jej pracą miało być leżenie i pachnienie.

GDY ZALEWA FALA ZŁOŚCI

Chciałem ją zabić. Zamordować. Strzelić najpierw w prawe kolano, potem w lewe. Miała mi przygotować materiały promocyjne. Nienawidzę tego u niej, że zawsze mówi “spoko, no problem”, a zawsze jest problem. Jeszcze nigdy nie zrobiła czegoś w takim terminie, jaki mi obiecała. Oczywiście nawala termin. Oczywiście nie odbiera telefonów. Oczywiście zaraz wpadnie i opowie mi jakąś dramatyczno-katastroficzną historię, która jej się przydarzyła i opóźniła ustalone ramy czasowe. Wpadła do salonu. Oskar, słuchaj, co się zdarzyło...

WSPÓŁCZESNE MEMENTO MORI

Znam je od lat. Zawsze przychodzą razem. Nigdy tego nie potwierdziły, ale jest dla mnie oczywiste, że są parą. Dzisiaj mają pewnie koło sześćdziesiątki. Moimi klientkami są od dziesięciu lat. I nieodłącznie mnie zadziwiają. Bo Krystyna jest dystyngowaną panią profesor na krakowskiej uczelni, specjalistką od historii i kultury średniowiecza. Barbara natomiast to typ prostej kobity z prostą wizją świata. Jak tworzą wspólne życie, a przede wszystkim o czym rozmawiają przed snem, ciekawi mnie od samego początku. W ten czwartek tradycyjnie przyszły razem. Krystyna na kolor, pielęgnacji i podcięcie. Barbara jak zwykle z jednym hasłem na ustach: na krótko Oskar, tak żeby wygodnie było.

MĘSKA ZAZDROŚĆ NIE ZNA METRYKI

- Oskar, ale afera się zrobiła. Kto by pomyślał, że mój osiemdziesięcioletni dziadek zrobi taką scenę zazdrości mojej babci. Też wiekowej. - Żartujesz? Takie rzeczy już się nie zdarzają - uśmiechnąłem się pobłażliwie - Też myślałam, że nie. A było tak. Przyjechała do nas z Chicago ciocia Aldonka. No i wypadało ją na Rynek wziąć do Wedla na czekoladę. No poszli w trójkę w cudownych humorach. Babcia w kapeluszu, eleganckim płaszczu i zamszowych rękawiczkach. Dziadzio wyglądał jakby prowadził bloga o przedwojennej modzie. A ciotka? Jak typowa reprezentantka Polonii Amerykańskiej. Wrócili w atmosferze tak lodowatej, że zima w Jakucji to przy tym, co między nimi wisiało, jawiła się upałem.

Księżniczek kurewien

- Ciasno mi w tym świecie - powiedział i usiadł w moim salonie. Z zasady mężczyzn nie strzygę, więc są raczej rzadkimi gośćmi. Paweł przyszedł, bo czekał na swoją dziewczynę, której Wojtek nakładał farbę. Widziałem go pierwszy raz w życiu, ale od razu zdobył moją sympatię: wypielęgnowany z detaliczną wprost dokładnością, gładko ogolony, co w dobie drwal seksualnych kolesi raczej powala oryginalnością i do tego ubrany w piękną, ciemnozieloną marynarkę ze złotymi guzikami. Był jakby w innej rzeczywistości. - ale że co ci ciasno Paweł? - jakoś mnie zaciekawiło, jaką osobowość musi mieć gość, który w sztywnym, konserwatywnym Krakówku nie boi się nosić marynarki w napoleońskim stylu

Archiwum

Video

Polecam

Do pobrania