Kwiecień 2017

KATASTROFA

- Oskar, ja mam już dość. Serio. Jakby się świat na mnie uparł. Kurwa ludzie jakoś normalnie żyją, szczęśliwi są, dzieci rodzą, związki mają. A ja? - Spokojnie. Oddychaj. Co się stało? - była ostatnią klientką. Więc przynajmniej mogliśmy swobodnie porozmawiać. - Nic się nie stało. Dzieje się. Cały czas. Wali się wszystko. W życiu. W robocie. W związku. Auto się psuje. Komputer ma zalaną klawiaturę. Zmywarka zalała kuchnię. Dlaczego ja? Zapierdzielam dwa razy w tygodniu na terapię. Latam po jakiś warsztatach rozwoju duchowego. I im więcej nad sobą pracuję, tym mam wrażenie, bardziej mi się sypie. Przyniosłem kawę. Niepokój Gosi budził we mnie jakąś czułość i wbrew jej napięciu, przynosił spokój. A Gośka nakręcała się coraz mocniej.

2017-04-27 10:20 Więcej...

INFORMATYK W ZAKONIE POTRZEBNY

- Oskar, chyba nie możesz o tym napisać, ale to byłby hit. - Nooo dobra, bez twojej zgody nic nie napiszę. - Kurczę, ale to przebój jest. Dobra napisz. Tylko nawet mojego imienia nie podawaj. Nic. - Słuchaj to opowiedz i tylko tyle puszczę. Ani słowa opisu, ajk wyglądasz, czy gdzie pracujesz. - No ale to właśnie z pracą jest związane. Wiesz pracuję w dużej firmie informatycznej. Same chłopy. Z babek jesteśmy ja i koleżanka. I pewnego dnia zadzwoniła jakaś kobieta i powiedziała, że mają awarię w dużym systemie ale do serwisu może przyjechać tylko kobieta. Wiesz ani ja, ani kumpela nie jesteśmy mega dobrymi informatyczkami. Zawsze pracowałyśmy w teamach z chłopakami. Szczególnie jeśli chodziło o diagnozę uszkodzenia. Ale baba się upierała przez telefon, że facet w grę nie wchodzi. I dopytywała o dyskrecję. Więc szef dał mnie do telefonu. I wtedy okazało się, że to matka przełożona jednego z dużych zakonów. Nie musisz się domyślać, że zakon jest spoza Krakowa i siostrzyczka proponowała całkiem spora kasę za dojazd. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia. Wsiadłam w auto i pojechałam.

PRZYJAŹŃ

- Oskar, nie masz wrażenia, że ludzie bywają interesowni i przypominają sobie o nas tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują? Ale generalnie to mają nas w dupie i w życiu możemy liczyć tylko na siebie? - Aha - Noo, że już prawdziwych przyjaźni to nie ma. Ludzie traktują innych jak jednorazówkę. Zabawią się, zużyją i sięgają po następne. Ania trafiła w punkt. Myślałem o tym od jakiegoś czasu. Że kiedyś były przyjaźnie aż po grób. Małżeństwa aż do śmierci. A dzisiaj wszystko szybkie takie. Nałożyłem Ani farbę. Na przeciw niej siedziała pani Stasia, klientka Wojtka

2017-04-25 11:47 Więcej...

KTO KOGO PRZELECIAŁ?

- Oskar wiesz te chłopy to takie naiwne są. Ciągle mówią, że „przelecieli tę laskę”, „tamtą zaliczą”, „z tą zrobią to i to” a rzeczywistość całkiem inaczej wygląda - Aga miała wygląd lachociąga, lampucery czy też cichodajki. Te określenie same pchały mi się na usta, gdy na nią patrzyłem. Dlatego tym bardziej zdziwiła mnie jej teza. Wszystko w niej zdawało się krzyczeć do świata „przeleć mnie”: i sztuczne rzęsy, i sztuczny, zaakcentowany biust, i sposób ubierania się. - Aga, ale przecież Twoje życie toczy się od imprezy do imprezy. I co impreza budzisz się w łóżku z innym kolesiem. - No tak. tylko pojawia się pytanie. Kto kogo. - No jak kto kogo? Pchasz się facetom do łóżka. Kiedyś na wsi nazwali by się „puszczalska”.

RODZICÓW TEŻ MOŻNA WYBRAĆ

Tak długo osądzałem. Chciałem, żeby było inaczej niż było. By oni byli inni. Wyśmiewałem wszystko, co wiązało się z tradycyjną rodziną. A już szczególnie bezlitosny byłem dla wszelkich przejawów świąt: renifer z Coca-Coli czy latanie do kościoła z kawałkiem szynki w koszyku doprowadzało mnie do łez śmiechu. Baa, nawet czułem rodzaj wyższości nad tymi, którzy się świętami przejmowali. Przecież to takie płytkie. Ja mam swój świat wyższych potrzeb, artystycznych zapędów i prawdziwych marzeń. Ja mam prawdziwego jednorożca w herbie, a nie całowanie nóg drewnianej figurce zmarłego faceta. Święta lubiłem spędzać w ciepłych krajach albo na mega imprezach. Moje życie jest inne niż wszystkich. To święta też muszą takie być. Inne. Moja mama była inna. Mój tata też. I to ojciec kupił mi pierwsze sztalugi, żebym ja swoją inność pielęgnował w sobie. A gdy tylko pojawiała się tęsknota za “normalnością”, udawało mi się ja skutecznie zagłuszać. Zresztą zagłuszaczy mamy wokół siebie naprawdę porządny wybór: można się zachlać, zażreć, zaimprezować. Byle nie czuć.

ŚNIEŻNY SMUTEK

Dlaczego tak cię wkurzam z moim doświadczaniem siebie i życia? Ciągle, jak się spotykamy, to przypomina mi się historia, którą gdzieś opowiadała kiedyś Katarzyna Miller, ta psycholożka. Jechała z koleżanką samochodem, wcinała jakąś bułę - a przypomnę Ci, że gabaryty ma słuszne - i śmiała się. W wtedy koleżanka wybuchła: “a coś ty taka zadowolona”? Mam wrażenie, że ty też - a przecież spotykamy się w różnych sytuacjach - nie masz zgody na to, że ja mam zgodę na wszystko, co czuję. Mam zgodę na każdą sytuację w świecie. I daje sobie prawo do przeżywania jej dokładnie tak, jak moje ciało mi podpowiada. Żadnych tam “weź się w garść”, “nie powinieneś tak się czuć” czy coś w tym stylu. Nie mów mi, że “przesadzam”, “że robię z igły widły”. Jeśli w danej chwili tak coś przeżywać, to moje prawo. Moje granice. Gadania ale i milczenia.

2017-04-25 11:27 Więcej...

KRÓTKA HISTORIA O MIŁOŚCI

Olka miała kompletną obsesje na punkcie swojego wyglądu. Podporządkowała mu całe swoje życie: kosmetyczka, fitness, dieta. Strzała miłości trafiła ją z pół roku temu. Mimo metrykalnej trzydziestki, zakochała się jak dziewczynka, co oczywiście nasiliło jej walkę o perfekcyjny wygląd. I wtedy zaczęła łysieć. Włosy wypadały jej na potęgę. Wiele lat pracuje, ale czegoś takiego nigdy nie widziałem. Robiliśmy zabiegi i tak układałem jej fryzury, że ktoś z zewnątrz pewnie nie zauważył, ale przy bliższym przyjrzeniu się, był autentyczny dramat. Przyjechała w czwartek jako ostatnia klientka. Bardzo pilnowała dyskrecji i zawsze prosiła, byśmy byli w salonie sami. Przyjechała i mówi: - Oskar, ścinamy na krótko. - Ale tyle lat je zapuszczałaś, tyle o nie dbałaś. - Oskar - popatrzyła mi uważnie w oczy - one wypadają. Mam złe wyniki badań hormonalnych. Nic nie zrobię. Mogę tylko zaakceptować

WYĆ PRZEZ SKURWIELA

- Oskar, jaki jest sens kochania, skoro tylko się cierpi? Zakochujesz się, wydaje ci się, że jest porozumienie dusz, że wreszcie ktoś widzi w tobie coś więcej niż płaski brzuch i doinwestowane cycki i jest super przez pierwsze dwa, trzy bzykanka. A potem już widzisz, jak koleś kombinuje, a tu, że ma męski wyjazd, a potem na fejbuniu zdjęcia z uśmiechniętymi laskami. - Laura, czyżby kolejna twoja miłość okazała się nieudana - zapytałem, zdziwiony trochę, że Laurze nie przeszkadza siedząca obok starsza pani, klientka Wojtka. - Nie wiem Oskar, czy nieudana. Widzę, że im bardziej mnie zależy, tym mniej zależy jemu. Mnie się marzy wspólna kuchnia, dzieciaki i pies. Ale jak tylko to pokaże, to kolesie natychmiast uciekają.

NOC OPÓŹNIENIA

Umówiły się we dwie. Joaśka do mnie. Monika - do Wojtka. Nie dość, że farba, to jeszcze zabieg pielęgnacyjny. Słowem, wiadomo było, że długo posiedzą. Ale nic nie zapowiadało, że rozmowa zejdzie na tak głębokie tory. Dziewczyny pracują razem w agencji marketingowej. Aśka pisze teksty dla Moniki, a ta zajmuje się całą logistyką różnych eventów i spinaniem zawodowych przedsięwzięć w całość. Weszły i od razu w powietrzu pojawiło się napięcie. - Kurwa jak coś mi obiecujesz, to to zrób, a nie leć w kulki - pierwsza wybuchła Monika

2017-04-25 11:06 Więcej...

ZMIANA NIE ZAWSZE OCZEKIWANA

Na początku wszyscy są zachwyceni, jak mówimy, że bierzemy się za siebie. Że coś tam chcemy zmienić: schudnąć, pójść na terapię, zacząć zdrowo żyć. Wydaje nam się, że mamy kibica w każdym napotkanym człowieku. A potem, gdy już się zmienimy, to w innych nasze zmiany budzą lęk: że tacy nowi i silni przestaniemy ich potrzebować. Więc reagują oporem, niechęcią, czasem złością. Moje zmiany przebiegały wielotorowo. Jedne były bardziej widoczne, drugie - zauważalne dopiero po latach. I mnie jest dużo lepiej na tym świecie. Tylko, że chyba inni mają z tym duży problem.

PRAWO DO LUKSUSU

Żaneta była szczęśliwą matką-Polką. Kochała swojego męża, trójkę ich wspólnych dzieci. Realizowała się w pełni w robieniu domowego leczo, soków malinowych własnej produkcji i dopieszczaniu domowego ogniska. Mąż też był zadowolony z tego układu. Lubił kanapki, które mu codziennie do pracy robiła, pachnące, wyprasowane koszule, jej śmiech prosto z trzewi. Tego dnia to on zawitał do mojego salonu. Mąż. - Oskar, zrób mi dla Żanetki taki super zestaw kosmetyków do włosów. Nie patrz na ceny. Ona zasługuje na najlepsze. A tak się dla nas poświęca, że w o ogóle nie ma czasu na siebie. Wybrałem to, czego jej włosy potrzebowały. Ale intuicja mi szeptała, że nic z tego nie będzie. Tylko jeszcze nie umiałem tego szeptu nazwać.

2017-04-25 10:52 Więcej...

KOBIECA ZAZDROŚĆ

Zdziwiłem się, gdy Małgosia poprosiła o wizytę. Przecież dopiero co robiłem jej kolor i ścinałem końcówki. Poprosiła o pielęgnacje, ale intuicja mi podpowiadała, że niekoniecznie o pielęgnacje włosów będzie chodziło. Raczej w grę wchodziła pielęgnacja jej duszy. - Oskar, dlaczego kobiety są takie wredne? Popatrz, rozstałam się z Marcinem po tylu latach. Ciężko haruję, że dzieciakom wystarczyło na wszystko. Ile mogę, ćwiczę, żeby jakoś się trzymać. I nigdy mi tyle razy laski nie dosrywały, co teraz. Ciągłe docinki. Jakoś ci, co nas jako parę ciągle na imprezy wyciągali, teraz nie dzwonią, gdy jestem sama. Ej o co chodzi? Przecież ja się nie czaję na cudzych chłopów. Mnie by się po prostu przydało czasem wyjść z domu do ludzi i tyle.

MAMUSINA MIŁOŚĆ

Joanna należy do kobiet wysportowanych, zdrowo żyjących i odżywiających się. Dlatego takim szokiem był dla mnie widok jej męża, gdy pewnego razu weszli razem do salonu. Chłopisko jak kartoflisko, z brzuchem wyprzedzającym całą resztę i raczej odbierającym nadzieje na komfortowe pożycie seksualne. Nie mieściło mi się to w głowie. Więc tylko czekałem na okazję, by dopytać Aśkę, w czym rzecz. Na moje szczęście weszli razem, ale on wziął kluczyki do samochodu i zaraz sobie poszedł. Aśka natychmiast złapała mój wyraz twarzy.

ODŻYWCZE MASECZKI

Najpierw był telefon. Że ten skurwiel ją zdradza. Że za rękę nie złapała, ale na pewno ma kochankę. Że coś podejrzanie dużo je, chudnie i seksu z nią unika. Po kilku dniach przyszła na farbę. Dziwnie zmieszana. - To się w głowie nie mieści. Cała ta historia się w głowie nie mieści. Byłam pewna, że ma kochankę. Wynajęłam detektywa. Namierzyłam laskę. Ale jak ją zobaczyłam, to kompletnie zgłupiałam. Gruba i z potwornymi pryszczami. Ale ten chodził do niej rano i wieczorem.

DZIĘKI BOGU JESTEM CHŁOPEM

Tego ranka obudziłem się spocony. Sen był straszny. Śniło mi się, że jestem wiejską nastolatką, która rano budzi się w łóżku poznanego dzień wcześniej chłopaka na dyskotece i orientuję się, że dziewictwo to w jej przypadku już przeszłość. Kurwa - pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy - ja pierdolę - to było drugie. Docierało do mnie, w jakiej ciemnej dupie jest kobieta w Polsce. Wstałem. Robiłem herbatę i krok po kroku uświadamiałem sobie coraz więcej faktów.

PO CO BÓG DAŁ NAM MÓZG?

Lidka zawsze marzyła o dziecku. Waldek, jej mąż jeszcze bardziej. Oboje byli bardzo wierzący i to w połączeniu z faktem, że ciąża się nie pojawiała, zaczęło stanowić wielki problem. Bo wszelkie metody proponowane przez współczesną medycynę były w jawnej sprzeczności z naukami Kościoła. Generalnie, czuli się w wielkiej dupie, chociaż oni to nieco bardziej elegancko nazywali. Zawsze jak przychodziła na kolor czy strzyżenie, każdy temat i tak sprowadzał się do tego, dlaczego im się nie udaje. Lidka, może przestań słuchać tego, co mówi ksiądz, tylko walnijcie sobie inseminacje albo in vitro? Oszalałeś? To wbrew naturze - reakcja zawsze była taka sama. Po czym gaworzyliśmy sobie miło, by dojść zawsze do tej samej konkluzji: ale dlaczego takie zdziry czy alkoholiczki zachodzą raz po raz, a my tak zdrowo się odżywiamy i żyjemy i nic.

Archiwum

Video

Polecam

Do pobrania