Jestem fryzjerem, kreatorem wizerunku, makijażystą. Tylko źle mi z tym, że sprowadzam całego siebie tylko do tego, co potrafię. Tak. Potrafię sprawić, że kobieta pięknieje. Potrafię wydobyć z niej to, co czasem ukryte pod zniszczonymi włosami czy schowanym spojrzeniem. Wiem, jaki kolor ożywi twarz, a jak wykonana na oku kreska z zahukanej dziewczynki wydobędzie pewną siebie kobietę. Ale przecież to nie cały ja.

Czy ja to moje tatuaże, okulary, śmieszne buty? I tak. I nie. One mnie wyrażają. Ale nie definiują do końca. Buty to buty. A ja? Kim więc jestem? Chłopcem, który tworzył własne światy w garażu u taty. Miewam dystans do świata, ale czasem mnie samemu jest trudno wytrzymać ze sobą. Czasem wracam w rolę chłopca, który chce mieć wszystko i tupie nogą, jak nie ma tego, czego chce. Bo przecież on chce, a świat powinien mu to dać. A jak nie, to może sięgnąć po broń najcięższego kalibru, czyli foch.

Potem przychodzą dni, gdy jestem zrzędliwym, starym chłopem, który na wszystko narzeka, nie pozwala sobie na błędy. Krytykuje siebie. Poucza. Ocenia.

Najczęściej jestem osadzonym w sobie Oskarem, który akceptuje siebie samego. Wie, że ryzykowanie i popełnianie błędów to tylko lekcje, z których płynie nauka. Pozwalam sobie miewać odjazdy i nie potrzebuje do tego alkoholu czy prochów. Nie potrzebuję uciekać od siebie, by dać sobie prawo do wygłupów, pomysłów od czapy czy uczuć, których nie da się racjonalnie uzasadnić.

Ludzie opowiadają mi swoje życia. Bo przez swoją zgodę na własną inność, daje im też do tego prawo. Nie oceniam. Przyjmuję. Nawet tych, którzy nie mają zgody na przyjęcie samych siebie. Z tego tworzą się historie, które potem opisuje. Jestem tym, który przyjmie każdą opowieść. I zawsze powie: “nie oceniaj siebie. Widać w tamtym momencie nie potrafiłeś inaczej”. Choć może zdarzyć się tak, że czyjeś postępowanie mi jakoś zagraża. I wtedy chronię siebie i uciekam z takiej relacji. Z ochrony siebie. Jak bycie z drugim mi szkodzi, to nie pozwalam na to. Idziemy każdy w swoją stronę.

Jestem relacją z drugim człowiekiem. Jestem relacją z samym sobą. I dlatego jestem i każdy z nas jest niedefiniowalny. Bo tworzymy samych siebie na nowo każdego dnia, w każdym spotkaniu, w każdej wypitej kawie i w każdym odebranym telefonie. Jestem dla siebie codziennym odkryciem. Jestem kimś, kogo sam jeszcze dobrze nie znam. Ale dobrze mi z tym.