GDY BÓG ISTNIEJE

2017-02-07 14:35

Długo myślałem, że go nie ma, że nie istnieje, że żaden dobry Bóg nie pozwoliłby na świat, w którym jest tyle zła i przemocy. Moje myśli zaplątało przekonanie, że z dobra nie mogłyby brać się wojny. Siadywałem nad Wisłą na mojej ławeczce i rozkminiałem dowody na brak istnienia Boga. “Gdybyś istniał, byłoby mi lżej jako dziecku. Nie musiałbym tyle doświadczyć. Nie musiałbym włożyć tyle wysiłku w zaakceptowanie siebie. Nie musiałbym zajadać swojego pragnienia miłości kolejnymi ciastkami. Tyle rzeczy byłoby prostsze, gdybyś był’.

Długo maniakalnie wyszukiwałem wszelkich informacji na temat draństwa kleru: afer pedofilskich, kolejnych porsche kupionych przez otyłych biskupów, przekrętów z braniem kasy za posługę bożą. Wkurzałem się, że niby miałbym się spowiadać komuś, kto ma milion razy więcej grzechów za uszami, a może raczej między nogami. Karmiłem swoją agresję zdjęciami z wypasionych kościelnych imprez w złotych ornatach zestawionych ze zdjęciami umierającymi z głodu dziećmi. “Jak wy możecie? Gdybyście jeden złoty płaszczyk sprzedali, ocalilibyście życie wielu głodnym dzieciakom”.

Długo śmiałem się z tych, co wierzą. Bawiły mnie obrazki z pielgrzymek. Lubiłem nosić symbole religijne jako element mody. Ot, bluza z krzyżem. Różańce, roraty, komunie święte - lepszego powodu do ciągłego polewu nie znajdywałem. Toż to było rozkoszne widzieć mamusie zestresowane tym, że fryzura córusi na pierwszej komunii źle wyjdzie na zdjęciu - wielka mi święta uroczystość, gdy tipsy są najważniejsze.

Ławeczka nad Wisła dalej stała w swoim miejscu. Tylko moje miejsca w podważaniu Boga się zmieniały. Ich koloryt mienił się niczym stroje gejów na Paradzie Równości w Berlinie. I kiedyś moja znajoma przyniosła mi płytę z psalmami, którą kupiła u Dominikanów. Weszła. Zostawiła. I powiedziała: “nie komentuj. Zrób z tym, co chcesz”. Byłem sam w salonie. Włączyłem. I poczułem, że to znam, że to jest moje, że to miłość, która towarzyszy mi od zawsze.

Przecież z kimś ciągle się wadziłem i dalej spieram na nadwiślańskiej ławeczce. Przecież to, kim teraz jestem i jaką miłość do siebie i świata czuję, od kogoś dostałem. Przecież jeśli po tych wszystkich okropieństwach, dramatach ludzkich i nieszczęściach, dalej możliwa jest miłość, to czy to nie są najlepsze dowody na to, że ktoś tam na górze jest?

Wróć

Archiwum

Video

Polecam

Do pobrania