PSINKA i SZEŚCIOFLAK

2018-05-22 20:25

-         Dziadek zmarł w zeszłym roku. Babcia jak na porządną Ślązaczkę przystało całe swe trzydziestopięcioletnie pożycie dostosowała do roli porządnej ślązaczki, czyli podstawowej zasady małżeństwa “choćby skały srały, mąż musi jeść o określonych przez zarząd górniczy porach”. To praca dziadka na kopalni wyznaczała całe ich rodzinne życie, wyznaczane przez śniadania, obiady i kolacje. Śmierć dziadka załamała babcię. Nie potrafiła się odnaleźć bez sztywno wyznaczonych ram. Całą rodziną wymyśliliśmy, że babci potrzebny jest nowy obowiązek. Więc na urodziny dostała szczeniaka uratowanego ze schroniska. W sensie, moja koleżanka pracuje w schronisku i przywieźli z interwencji psinkę niewiadomych rodziców. Maleństwo takie. Babcia się zachwyciła. I zaczęła psinkę karmić górniczymi porcjami. Wszyscy wróżyliśmy psince sporą nadwagę, ale ku zdziwieniu wszystkich, psisko nie szło w masę, tylko formę. Rosło. Chude tylko coraz większe i wyższe. I potrzebujące coraz więcej ruchu. Więc babcia najpierw zaczęła od spacerów. Coraz większej ilości spacerów.

-         Idealnie wpasowaliście się z tym psem.

-         Też mi się tak wydawało. Na początku wszyscy byli zachwyceni. Ale potem w każde święta, imieniny, grille, babcia coraz lepiej wyglądała. Bezlitośnie obnażając nasze fizyczne ułomności. Co tu kryć, babci forma zawstydzała coraz większą rzesze rodziny. I przyszedł weekend majowy. Matka organizowała grilla. Zaproponowałam babci, że ją przywiozę. Oburzyła się: “oszalałaś? Przecież to tak blisko, zrobimy sobie z Fafikiem mały spacerek”. “Babciu, to jest z 15 kilometrów. ”Ile?” - krzyknęła babcia. Ja odetchnęłam z ulgą. A babcia na to: “To chyba przez Bytom se pójdę, żeby jeszcze tę dyszkę dobić, bo 15 to trochę mało”.

-         Uuuu

-         Nooo, dotarła do nas. A na grillu wiesz koledzy ojca z pracy, szychy śląskie, wódeczka, karkówka, piwko. Babcia wbiła w obcisłym trykociku. Pies padł ze zmęczenia a babcia stanęła koło dyrektora kopalni, w której kiedyś pracował dziadek i mówi na cały głos: “noo widzę panowie, że nam się trochę drogi rozeszły. A idę w sześciopak a wy elegancko w sześcioflak”. Wszyscy zamarli. A babcia dalej ciągnie do żony dyrektora “Pani Halinko, piesek jest nowy do wzięcia, może byście państwo wzięli?”. “Niiiiieieieeeeeeee” - ryknął jej małżonek. Babcia zaś nakładając trzecią porcję sałatki skwitowała: “widzę dyrektorze, że mój jędrny sześciopak jakoś panu zagraża? Trudno Fafik, ten maraton przebiegniemy sami”.

 

Wróć

Archiwum

Video

Polecam

Do pobrania